Rowerzyści vs kierowcy. Kto powoduje większe zagrożenie na drogach? [RAPORT]

Aktualizacja:
Rowerzyci vs kierowcy – raport Punkta

Czy rzeczywiście kierowcy i rowerzyści nie są zdolni do współpracy na drodze i stanowią dla siebie śmiertelne zagrożenie? Akademia ubezpieczeń mfind bierze na warsztat mit o odwiecznym konflikcie "blachosmrodziarzy" i "pedalarzy".

Gdyby opierać się tylko na tym, co czytamy w tabloidach i na temperaturze dyskusji między internautami, można byłoby faktycznie dojść do wniosku że na drogach trwa jakaś wojna kierowców z rowerzystami. Tyle, że akurat Polacy są w stanie pokłócić się na internetowych forach na dowolny temat. A jak wygląda sytuacja w twardej rzeczywistości? Rowerzyści vs kierowcy?  Kto powoduje większe zagrożenie na drogach?

Rowerzystów portret statystyczny

Jednoślady poruszane siłą mięśni zyskują w Polsce na popularności. Rocznie w naszym kraju sprzedaje się ponad milion rowerów (jesteśmy piątym rynkiem w UE), a ich lokalna produkcja wyniosła w 2014 roku aż 990 tys. sztuk. (dane GUS). Jednocześnie potencjał do rozwoju jest ogromny, bo na 1000 mieszkańców w Polsce przypada tylko ok. 300 rowerów, podczas gdy średnia unijna to 600, a nawet ten wynik jest grubo poniżej Holandii z jej 900 rowerami na 1000 mieszkańców.

Polacy są w stanie zapłacić za rower całkiem sporo – z danych największego polskiego serwisu aukcyjnego wynika, że w sezonie 2013 średnia cena roweru zakupionego na Allegro  wynosiła 660 zł (z uwzględnieniem rowerów używanych i dziecięcych).

Z czego wynika popularność rowerów? Świadomość ekologiczna w Polsce nadal jest niska, o czym najlepiej świadczy przykład marki Volkswagen bijącej rekordy sprzedaży nad Wisłą (mowa oczywiście o nowych autach), podczas gdy na całym świecie koncern ten zmaga się z konsekwencjami oszukiwania w czasie testów emisji spalin. Dlatego wydaje się, że rower jest sposobem na tani samodzielny transport i coraz więcej osób używa go regularnie w tym celu. Co czwarty Polak korzysta z roweru nie tylko rekreacyjnie, podczas gdy dla porównania rower wykorzystuje użytkowo co trzeci Duńczyk.

Infrastruktura lub jej brak

Hasło „rowerzyści na ścieżki rowerowe” stało się już tak popularne jak dawne „tiry na tory”. Ponieważ ścieżki rowerowe budowane są przez samorządy, trudno o dane w skali ogólnopolskiej, ale gołym okiem widać, że tras rowerowych w polskich miastach przybywa. Potwierdza to także poziom planowanych inwestycji – na przykład w Warszawie samorząd chce wydać w latach 2016-2017 aż 100 mln zł na budowę 100 km nowych ścieżek rowerowych.

Ścieżki rowerowe w wybranych polskich miastach - raport Punkta

Infrastruktura rowerowa w Polsce ma dwa poważne problemy.

Po pierwsze, w dużych miastach ścieżek jest całkiem sporo, ale nie tworzą one jeszcze spójnej sieci komunikacyjnej. Można to porównać do sytuacji z autostradami i ekspresówkami 10 lat temu – tu obwodnica miasta, tam kilkadziesiąt kilometrów wygodnej drogi, ale duże miasta nie były połączone autostradami czy trasami ekspresowymi.

Po drugie, ścieżki budowane są głównie w dużych ośrodkach miejskich, a na drogach lokalnych rowerzyści wciąż skazani są na współdzielenie jezdni z samochodami. Jednocześnie to właśnie w mniejszych miejscowościach rower jest częściej wykorzystywany użytkowo, z powodu mniejszych dystansów i mniejszej zasobności portfeli mieszkańców. Co nie znaczy, że w „Polsce powiatowej” ścieżki rowerowe ogląda się tylko w telewizji: także tam lokalne samorządy finansują budowę szlaków rowerowych (nawet w tak biednych regionach jak Bory Tucholskie), choć faktycznie jest ich wciąż za mało. „Problem poza dużymi miastami polega na tym, że najczęściej nie da się przejechać z punktu A do B bez wyjeżdżania na ruchliwą drogę. A właśnie poza terenem zabudowanym, gdzie pojazdy rozwijają większe prędkości, częściej dochodzi do śmiertelnych wypadków z udziałem rowerzystów” – mówi Aleksander Buczyński ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze.

Blachosmrodziarze vs. pedalarze – wzajemne zarzuty

Dla stereotypowego kierowcy przeciętny rowerzysta to „pedalarz” – weganin, który nie ma pojęcia o przepisach ruchu drogowego, na rowerze jedzie ze słuchawkami na uszach, a prawa fizyki go nie obowiązują. „Podatku drogowego nie płaci, a z drogi chciałby korzystać” – głosił popularny mem internetowy.

Z kolei w oczach rowerzystów stereotypowy kierowca to arogant zamknięty w swoim „blachosmrodzie”, z którego rury wydechowej wydobywają się rakotwórcze substancje. Widok roweru na jezdni budzi w takim kierowcy niezrozumiałą agresję, która manifestowana jest mijaniem rowerzysty „na grubość warstwy farby” i przejeżdżaniem przez wyznaczone przejazdy rowerowe z zawrotną prędkością.

Jak jest w rzeczywistości? Ustawodawca zakłada, że każdy pełnoletni rowerzysta zna przepisy ruchu drogowego i kropka. O tym, że nie zawsze tak jest, świadczy widok rowerzystów na chodnikach, przejściach dla pieszych (tam, gdzie nie biegnie ścieżka rowerowa) oraz beztrosko pedałujących jezdnią równolegle do ścieżki rowerowej. Ciężkim grzechem jest jazda po zmroku rowerem nieoświetlonym. Przepisy są jednoznaczne: odblask nie wystarczy, trzeba mieć przednie i tylne oświetlenie roweru, a element odblaskowy na stroju jest mile widzianym dodatkiem.

Kierowcy zdecydowanie mają za mało wyrozumiałości dla rowerzystów. Jest ona konieczna, ponieważ cyklista jest niechronionym uczestnikiem ruchu i każdy wypadek to realne zagrożenie jego życia i z zdrowia. Dlatego konieczne jest zachowanie odpowiedniego odstępu przy omijaniu/wyprzedzeniu rowerzysty (tak, dotyczy to także kierowców autobusów miejskich) oraz zachowanie maksymalnej ostrożności na skrzyżowaniach.

Duża część kierowców wciąż nie wie, że od 2011 roku rowerzysta ma pierwszeństwo przejeżdżając przez jezdnię po ścieżce rowerowej. Szczególnie niebezpiecznym manewrem jest skręt w prawo, gdy kierowca ma ograniczone pole widzenia w prawą stronę, a jednocześnie musi ustąpić pierwszeństwa potencjalnie nadjeżdżającemu rowerzyście. Wychodzą tu także nieprzemyślane rozwiązania infrastrukturalne: w Warszawie ścieżki rowerowe są często odsunięte od ulicy, a czasem nawet odgrodzone od niej żywopłotami i inną roślinnością. W Wiedniu ścieżka biegnie zwykle skrajem ulicy i wtedy skręcający w prawo kierowca nie ma problemów z dostrzeżeniem rowerzysty – którego powinien przepuścić – w prawym lusterku.

„Kierowcy nie pamiętają o rowerzystach. Skręcając w prawo, patrzą w lewo w poszukiwaniu nadjeżdżających samochodów, a często zapominają by spojrzeć w prawo, gdzie równolegle do nich jedzie rowerzysta” – mówi Michał Kalida z Warszawskiej Masy Krytycznej, który jednocześnie przyznaje, że i rowerzyści nie zawsze dają szansę kierowcom na bezpieczną jazdę. „Słowo-klucz to ‘nagle’. Rowerzysta NAGLE skręcił lub NAGLE wjechał na drogę. Rowerzysta musi pamiętać, że za kierownicą samochodu też siedzi człowiek, wobec którego trzeba zachowywać się rozważnie i przewidywalnie” – dodaje Michał Kalida. Dlatego ważne jest odpowiednie wczesne sygnalizowanie manewrów i zwalnianie – mimo pierwszeństwa – w czasie przejeżdżania przez jednię. Mimo najszczerszych chęci, kierowca ma zawsze ograniczone pole widzenia w prawą stronę, a samochód nigdy nie staje w miejscu.

Wypadki drogowe z udziałem rowerzystów

Rowerzyści - sprawcy wypadków - raport PunktaRowerzyści - ofiary wypadków - raport Punkta

Z suchych danych zawartych w policyjnych raportach można wysnuć wniosek, że część pretensji rowerzystów wobec kierowców jest uzasadniona. Tylko co trzeci wypadek – czyli zdarzenie w którym przynajmniej jedna osoba została ranna – zostaje spowodowany przez rowerzystę. Jednocześnie to właśnie ci, którzy poruszają się rowerami, ponoszą najcięższe konsekwencje. W wypadkach „z udziałem rowerzystów” giną głównie rowerzyści. W latach 2007-2014 rowerzyści odpowiadali za śmierć zaledwie 114 osób. W tym czasie w wypadkach zginęło aż 2785 rowerzystów.

Wbrew powszechnej opinii rowerzyści nie są zagrożeniem dla pieszych – w 2014 roku doszło zaledwie do 205 takich przypadków (i to bez ofiar śmiertelnych) – podczas gdy kierujący pojazdami silnikowymi najechali na pieszych aż 5061 razy.

Jakie wykroczenia najczęściej popełniają rowerzyści?

  • Nie przestrzegają pierwszeństwa przejazdu;
  • Nieprawidłowo wykonują manewr skrętu (bez jego sygnalizacji);
  • Nie ustępują pierwszeństwa pieszym i nieprawidłowo przejeżdżają po przejściach dla pieszych.

Co ciekawe, w 141 przypadkach policjanci uznali, że rowerzysta, który spowodował wypadek, „nie dostosował prędkości do warunków ruchu”.

Z kolei kierowcy, którzy spowodowali wypadek z udziałem rowerzysty, w zdecydowanej liczbie przypadków (2074 w 2014 roku) nie udzielili mu pierwszeństwa przejazdu. Nieprawidłowe wyprzedzanie (402), niezachowanie bezpiecznej odległości (141) i nieprawidłowe omijanie (90) – tak często zarzucane kierowcom przez rowerzystów – są o wiele rzadsze.

„Pamiętajmy, że ruch rowerowy szybko rośnie. Nie ma dokładnych danych, ale można założyć, że ten wzrost sięga nawet 30 proc. rocznie przez kilka ostatnich lat. Mimo to liczba wypadków utrzymuje się na stałym poziomie i maleje liczba ofiar. Jest odczuwalnie bezpieczniej i grzeczniej, w Warszawie już praktycznie nie zdarza się, żeby kierowca trąbił na rowerzystę. Nawet kierowców autobusów udało się zdyscyplinować, bo rowerzyści zgłaszali ich niebezpieczne zachowania, a wiele osób jeździ z wideorejestratorami” – mówi Michał Kalida z Warszawskiej Masy Krytycznej.

Karta rowerowa dla dorosłych… serio?

W kwietniu 2016 roku pojawił się pomysł powrotu do obowiązkowej karty rowerowej, co w praktyce oznaczałoby, że także dorosły rowerzysta musiałby mieć coś w rodzaju „prawa jazdy na rower”. Tak było w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, natomiast wymóg ten nie jest znany w krajach rozwiniętych – i to nawet tych, które uznawane są za mekkę rowerzystów, czyli Holandii i Danii.

Tu kłania się także Konwencja Wiedeńska o Ruchu Drogowym, na podstawie której obywatele innych krajów nie będą musieli mieć karty rowerowej w Polsce, a za – jak to się mówi językiem policyjnym – karać „za nie manie” karty będzie można tylko obywateli RP. „Gdyby nawet założyć, że żaden rowerzysta, który spowodował wypadek w 2014 roku (1786) nie miał prawa jazdy, co jest statystycznie po prostu niemożliwe, to i tak większość wypadków spowodowali kierujący pojazdami z prawem jazdy” – wskazuje Marcin Hyła, prezes stowarzyszenia Miasta dla Rowerów. O ile ten na razie luźny pomysł wszedłby w życie, oznaczałby tylko kolejną biurokratyczną komplikację bez realnego wpływu na poziom bezpieczeństwa na drogach.

Mity na temat rowerzystów - raport Punkta

Odpowiedzialność rowerzysty

Inaczej niż w przypadku kierowcy, rowerzysta nie musi mieć ubezpieczenia OC i za spowodowane przez siebie szkody odpowiada na podstawie kodeksu cywilnego. Istnieje możliwość dobrowolnego wykupienia polisy OC dla rowerzysty – taką ofertę mają m.in TU Europa, Link4, Proama, PZU i Warta. Odpowiedzialność za szkody spowodowane jazdą na rowerze obejmują także polisy OC w życiu prywatnym. Taka usługa jest często połączona z ubezpieczeniem mieszkania, a jej zaletą jest szerszy zakres odpowiedzialności, który nie ogranicza się tylko do jazdy na rowerze.

PARTNEREM RAPORTU JEST:

Auto Swiat logo

Oceń artykuł: 1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars

Loading...
Zasubskrybuj
Powiadom o
guest
3 Comments
Starsze
Nowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Bart
Bart
4 lat temu

A gdzie tabelka, analogicznie, z liczbą zabójstw rowerzystów przez kierowców? Dlaczego zamieściliście tylko tabelki ze sprawstwem rowerzystów i pokusiliście się o pół zdania, że tylko jeden na trzy wypadki powodują, ponoć nieznający przepisów ruchu drogowego, rowerzyści? Jak to jest obiektywny artykuł, to ja jestem chińską baletnicą.

Tomek
Tomek
7 miesięcy temu

Dlaczego rowerzysta pełnoletni może poruszać się po drodze publicznej bez uprawnień, co z wiekiem automatycznie do mózgu wgrywają się przepisy ruchu drogowego?
Ten kto to wymyślił jest matołem.
Dlaczego ktoś kto posiada prawo jazdy musi korzystać z jezdni wraz z analfabetami drogowymi czyli nie posiadającymi uprawnień potwierdzających stan znajomości przepisów poruszania się po drogach publicznych i musi narażać się na ich nieprzewidywalne zachowania na drodze? Kierowcę auta chroni karoseria ale co z tego jak będzie miał idiotę na sumieniu, może więzienie , zniszczony samochód ciąganie po sądach i kupę nieprzyjemności.
Najważniejsze dlaczego rower poruszający się po drogach jest bezkarny dzięki nie posiadaniu tablicy rejestracyjnej ?Kto na rowerze jak zarysa samochód na koszt 20000zł nie będzie uciekał z miejsca kolizji? Dopóki kierowcą auta będzie silny mężczyzna i siłą obezwładni rowerzystę to pieniądze odzyska a co jak kierowcą auta będzie drobna wystraszona kobieta? Dlatego każdy rower powinien być z daleka łatwo identyfikowalny przez rejestrację czy numer przypisany do właściciela.
Dlaczego kara dla rowerzysty za popełnienie tego samego wykroczenia z kodeksu drogowego co kierowcy samochodu jest nieporównywalnie niska? Przecież nieumyślność w obu przypadkach była na tym samym poziomie.
Np. nie ustąpienie pierwszeństwa pieszemu? kierowca 1500zł i kupę punktów karnych rowerzysta śmieszne 50zł.W porównaniu z tym śmieszna jest też kara 2000zł dla osoby prowadzącej samochód która w ogóle nie posiada ani nie posiadała prawa jazdy, przecież to tak jak pijany za kierownicą i to świadome łamanie prawa.
Dlaczego pieszy bez wyuczonej wiedzy ma pierwszeństwo przed samochodem a przed pociągiem już nie, gdzie tu logika? To są podstawy fizyki ale trzeba być naprawdę słabym.
Z tego wszystkiego wynika że w Polsce prawem drogowym zajmuje się banda oszołomów.

Arek
Arek
5 miesięcy temu
Reply to  Tomek

Wiesz, kierowca ma prawo do trucia człowieka, żaden z moich znajomych nie chce już chodzić pieszo a rowerem to już w ogóle , bo nie chcą być truci mimo że dbają bez nagrody o zdrowie innych, wszyscy chcą być kierowcami bo jest prosto, bo jest lekko. Wszyscy byli rowerzystami ale nie chcą nimi być, nikt nie chce niezmotoryzowany ma przerabane. Kwiodawca jest nagradzany za poświęcenie dla narodu , rowerzysta nie , mimo że ma wiele ciężej. No dobrze , kilka państw nagradza niezmotoryzowanych. Ja zauwazam spadek liczby rowerzystów, są tylko ci niedzielni czyli kierowcy na drogich rowerach w super ubiorze , tych zmęczonych rowerzystów jadących do pracy zabiją się lub rezygnują z roweru poprzez traumę wielu prób zabójstw. Przynajmniej w małych miastach , tu niemal nie ma rowerzystów, a droga rowerowa to chodnik który niszczy rower nielegalnymi uskokami, serwisów brak, ludzie albo stają się bezrobotni bo nie mają jak dostać się do pracy lub idą pieszo godzinę w spalinach , obok sznury aut , często zakorkowanych bo gdy nie ma niezmotoryzowanych brakuje miejsca na auta, mimo to nawet moi znajomi kupuja je coraz większe bo .. twierdzą że kierowcy zabijają i możliwie największe auto chroni ich życie, rower to wspomnienie bo to śmierć.